Babska Silesia
Pierwsze na Śląsku!

Bar­bara Mucha: Po modzie wędruję jak po lesie

Eks­cen­tryczna kobi­eta o tysiącu zain­tere­sowań. Sztukę łączy z modą, modę wplata w swoje życie, blogu­jąc przy okazji, a zawodowo jest związana z inżynierią środowiska. Mieszkanka Biel­ska, biorąca udział w licznych wydarzeni­ach świata mody, pod­czas których prezen­tuje swoje kolekcje. Z Bar­barą Muchą roz­maw­iam nie tylko o inspirac­jach, ale też o porusza­niu się po mod­owych obszarach, które pen­etrować można na różné sposoby. Niek­tóre z nich przy­pom­i­nają wędrówki po lesie…

Syl­wia Kruczek: Odnoszę wraże­nie, że Twoja przy­goda z modą to wciąż jeszcze całkiem „ świeża sprawa” (śmiech). Jak ona się zaczęła?

Bar­bara Mucha: Mam wraże­nie, że wcale się jeszcze nie zaczęła. Parę miesięcy temu zbliżyłam się nieco do tego zjawiska zwanego modą, ale, mówiąc szcz­erze, nie miałam zami­aru być jego częś­cią. Czy teraz chcę? Nie na takich zasadach, jakie rządzą tą branżą. Oczy­wiś­cie, można powiedzieć, że to, co robię, jest zaprzecze­niem tych słów, bo brałam udział w konkur­sach, pokazach, ses­jach.. Te dzi­ała­nia nie miały jed­nak żadnego planu, strate­gii. To czysty wewnętrzny imper­atyw. Przy­jemny ekspery­ment. To tak jak wejś­cie do lasu i podążanie nieoz­nakowaną ścieżką. Ja zaczęłam swój spacer w tam­tym roku, kiedy dostałam się do finału konkursu New Look Design i miałam okazję zaprezen­tować na War­saw Fash­ion Street osiem sylwetek.

S.K.: Osiem syl­wetek, naw­iązu­ją­cych do dzieł sztuki, które wyjątkowo sobie cenisz, prawda?

B.M.: Temat był mi dość bliski — „Malarstwo jako sztuka inspiracji” — więc stworzyłam asce­ty­czną kolekcję naw­iązu­jącą do twór­c­zości moich ulu­bionych malarzy: Bek­siński, Duda-​Gracz, Nowosiel­ski, Opałka, Munch, A . Mucha. Na wybiegu pojaw­iły się jakby niedokońc­zone, zapom­ni­ane płótna, które przez chwilę miały ambicję być ubra­ni­ami. Były to dla mnie wielkie emocje. Mod­owy las zdawał się zachę­cać do kon­tyn­uowa­nia spaceru. Przy pięknej pogodzie przy­roda wydaje się taka przy­jazna! Wymyśliłam następną kolekcję. Chci­ałam, żeby była zupełnie inna.

S.K.: I była?

B.M.: To było coś, co po prostu musi­ałam zro­bić. Było tak, jakby nadać formę poplą­tanym nitkom włas­nego życio­rysu. Do ręki wzięłam druty i szy­dełko. Pra­cow­ałam jak natch­niona, niemal kom­pul­sy­wnie. Słupki, półsłupki, oczka prawe, lewe, łańcuszki i łańcuchy — wszys­tko to z czarnej włóczki. Miał być mrok i tęs­knota, moda i metafizyka. Nie sądz­iłam, że tworze­nie kolekcji będzie miało dla mnie taki emocjon­alny kon­tekst. Ścieżka, którą szłam, okazała się kamienista, drzewa szu­mi­ały cza­sami nawet niepoko­jąco, ale było to piękne i pocią­ga­jące. Pow­stało parę kreacji, które też „chci­ały” zaist­nieć na sce­nie. Pomyślałam o konkur­sie Off Fash­ion w Kiel­cach. Wcześniej jed­nak wzięłam udział w jego młod­szym odpowied­niku — Young Fash­ion Day. Poczułam się naprawdę młodo, gdy moje cztery syl­wetki zostały zaprezen­towane na gali finałowej w Kieleckim Domu Kul­tury. Temat „Morska otchłań zapom­nienia” sprawił, że dzier­gane przeze mnie ubra­nia postanow­iłam połączyć ze zwiewnym błękitem. Nazwałam tę kolekcję „Miss­ing”, bo zobaczyłam w tej styl­iza­cji odbi­cie moich niezre­al­i­zowanych prag­nień, porzu­conych marzeń, niepotrzeb­nych słów i myśli. Stra­cone, zapom­ni­ane, zgubione.

S.K.: To nie była Twoja jedyna wiz­yta w Kielcach…

B.M.: Drugi raz do Kielc z tym samym zestawem ubrań pojechałam dokład­nie po dwóch miesią­cach, na Off Fash­ion. Wielkie przed­sięwz­ię­cie, ponad sto kolekcji, w jury znane oso­bis­tości ze świata mody. Czułam, że jest to miejsce dla mnie, bo w tej dziedzinie raczej czuję się „off” zaj­mu­jąc się modą tak krótko, od mojego przy­pad­kowego debi­utu w czer­wcu 2012 roku, bez pro­fesjon­al­nego przy­go­towa­nia, wchodząc w ten las bez mapy, kom­pasu, zna­jo­mości terenu, nie wiedząc, gdzie się idzie i do czego chce się dojść. Zwiodła mnie zieleń liści, zapach ziół i kuszący hory­zont. Zatrzy­małam się, by zas­tanowić się, czy iść dalej, czy zboczyć na piękną polankę i podzi­wiać szczyt z tej per­spek­tywy. Sesja z Cobrą – Mag­daleną Ostrow­icką — była takim momentem wytch­nienia, a zarazem wydarze­niem, po którym kolekcja „Miss­ing” otrzy­mała nowe życie, nową jakość. Pow­stała seria zdjęć będą­cych dla mnie dziełami sztuki. Moje ubra­nia stanow­iły zaled­wie pretekst, były jed­nym z ele­men­tów pięknych obrazów, które są efek­tem gry mod­elek z aparatem utal­en­towanej fotografki.

S.K.: Czy po takim ekspery­men­cie i, jak mówisz, wyjątkowym doświad­cze­niu wybieg przes­tał Cię interesować?

B.M.: Wręcz prze­ci­wnie. Nie przes­tał, i to jest marze­nie, które mam nadzieję nie przepad­nie w morskiej, czarnej otchłani zapom­nienia. Ale być może będzie musi­ało poczekać. Nie chcę już eksploa­tować poprzed­nich kolekcji, musi pow­stać coś nowego. Wymaga to czasu i więcej mojego wysiłku, bo chci­ałabym, by następne ubra­nia były unika­towe, ale jak najbardziej „do chodzenia”. Nie akcep­tuję w tym momen­cie pomysłu na tunikę over­size uszytą z dwóch kwadratów. Tak samo jak i pokazu, będącego przemknię­ciem się mod­elek między sto­likami w jakieś kna­jpce. Intere­suje mnie odpowied­niej dłu­gości wybieg, w odpowied­nim miejscu, w odpowied­niej aranżacji. To ma być wid­owisko, teatr, wydarze­nie. Tak sobie wyobrażam ewen­tu­al­nie ist­nie­nie w branży zwanej modą. Nawet jeżeli nie miałby to być wielki las, a jedynie lokalny biel­ski zaga­jnik. I ja sama już nie wybiorę się na wędrówkę bez przygotowania.

S.K.: Na czym miałoby pole­gać to przygotowanie?

B.M.: Żeby wszys­tko wyglą­dało tak, jak bym chci­ała, czyli pro­fesjon­al­nie, z klasą i polotem, nie mogę tak po prostu czegoś narysować, skroić i sfas­try­gować, ubrać mod­elki i poprosić je, żeby przeszły pięć metrów tam i z powrotem na imprezie z okazji odmalowa­nia strażnicy. Real­iza­cja mod­owego eventu wymaga zaan­gażowa­nia wielu sił, które koniecznie muszą się ze sobą odpowied­nio zgrać. Zdaję sobie sprawę, że łatwe i tanie to nie jest, więc tak ostrożnie wypowiadam się na temat moich mod­owych planów.

S.K.: Kim staje się Bar­bara Mucha, kiedy opuszcza świat mody? Czym zaj­mu­jesz się na co dzień?

B.M.: Mogłabym tu stworzyć sobie lau­rkę, użyć kon­trastu, by wywołać zdu­mie­nie, nakreślić atrak­cyjny back­ground doty­czący wyk­sz­tałce­nia, opowiedzieć o książkach, które czy­tałam, fil­mach, które oglą­dałam, muzyce, którą słysza­łam. Co robię, czym się fas­cynuję, co jem, ile śpię, czy zdrowo się odży­wiam. Do tego dodać, że od dziecka coś tam szyłam, i że robótki ręczne to moja pasją, co nie byłoby zresztą prawdą. Pozwól, że nie zbuduję żadnej leg­endy o sobie. Potrafiłabym to zro­bić, ale nie chcę. Mimo pewnych ego­cen­trycznych cech charak­teru wolę miejsce pod drzewem, w cie­niu. A może to wszys­tko, co mnie doty­czy, wchłonął ocean zapomnienia?

S.K.: Bar­barę Muchę można znaleźć na jej blogu. Tam cza­sem jej się zdarzy uchylić rąbka tajemnicy.

B.M.: No właśnie. Chcąc się czegoś o mnie dowiedzieć, a nie sądzę, by wielu ludzi naprawdę miało taką potrzebę, można zajrzeć pod adres bamart​.blog​.pl. Oczy­wiś­cie nie ma tam mojego życio­rysu, są pewne opowieści, wraże­nia i reflek­sje, związane luźno lub bardzo luźno z modą, kilka zdjęć. Powiedzi­ałabym, że blog ewolu­uje w kierunku bliżej nieokreślonej tem­atyki oby­cza­jowej. Niek­tórzy mówią, że jest kon­trow­er­syjny. Gdy­bym też tak uważała, trak­towałabym to jako kom­ple­ment. Wiem jed­nak, że taką opinię wyrażają osoby, mające w reper­tu­arze swoich komen­tarzy prze­ważnie „słit focia” i „słodzi­aki”. Ja takich słów nie uży­wam, stąd może ta ich lekka kon­ster­nacja przy lekturze.

S.K.: Widzę, że Twoja przy­goda z modą, wbrew temu, co stwierdz­iłaś na początku, rozpoczęła się już na dobre.

B.M.: Dla mnie sama moda nie stanowi hobby, nie jest sposobem na życie, nie jest również wielką pasją. Konkursy i pokazy, w których brałam udział, to zaled­wie etap, swois­tego rodzaju nauka i doświad­cze­nie, a ubiór to część więk­szej całości, filo­zofii i stylu życia, wyraz tego, kim się jest lub kim chci­ałoby się być. To, co robię, pod­pina­jąc się pod szyld fash­ion, to wędrówka po górach, ale w stylu quest­ing – nieoz­nac­zonymi ścieżkami, nie według szlaku. Myślę, że to znacznie ciekawsze, nawet gdy­bym miała się zgu­bić w gęstym lesie.

S.K.: Życzę Ci zatem niezbłądzenia i dotar­cia na szczyt.

B.M.: Wystar­czy życzyć niespotka­nia po drodze groźnego wilka, z resztą sobie poradzę (śmiech).



Dołącz do newslet­tera
Firmy dla Ciebie
  1. Przestrzeń Pozy­ty­wna
  2. Insty­tut Psy­choter­apii Dzieci i Dorosłych
  3. Fran­co­folie — ośrodek języka francuskiego
Reklamy
Nasze Akcje

Partnerzy Babskiej Silesii

Organizatorki

Studio Mikstura
Redakcja Babska Silesia:
43-300 Bielsko-Biała
Tel
Kom
Email:

Kontakt

Email: redakcja@babskasilesia.pl

 

Projekt i Wykonanie: Cyber Sky

.